mntr2017

Gdzie dobrobyt, gdzie bieda?

Drukuj
450

Na kilka miesięcy przed wyborami samorządowymi pojawia się coraz więcej raportów i rankingów dotyczących standardu życia w Polsce powiatowej czy gminnej. O tym, jak się żyje Polakom na prowincji świadczą przede wszystkim dane Głównego Urzędu Statystycznego. Mimo oficjalnych informacji o ożywieniu gospodarczym i spadającym w skali ogólnokrajowej bezrobociu, nie są one optymistyczne.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę dane GUS zebrane w ostatnich trzech latach w 380 powiatach w Polsce, takie jak: poziom bezrobocia, wysokość średniej płacy brutto, liczba mieszkańców powiatu korzystających z zasiłków socjalnych, powierzchnia użytkowa mieszkania na osobę, przestępstwa na 1000 mieszkańców, liczba dzieci objętych edukacją przedszkolną, liczba dorosłych mieszkańców z wyższym wykształceniem i udział w ostatnich wyborach samorządowych, wtedy okazuje, że polska prowincja pod względem wykształcenia, aktywności społecznej i standardu życia mieszkańców jest bardzo rozwarstwiona.
Najlepiej jest mieszkać w Sopocie, Warszawie i Poznaniu (miastach na prawie powiatu). Jak wynika z rankingu, są to najlepsze miejsca do życia, pracy i kształcenia dzieci. Bezrobocie wynosi w nich poniżej 5%, średnia pensja oscyluje między 4200 a 5200 zł (Warszawa), zasiłki socjalne pobiera zaledwie od 2,7% do 4,2% mieszkańców, od 95 do 100% (Sopot) dzieci w wieku 3–5 lat jest objętych edukacją przedszkolną, ponad 30% obywateli legitymuje się wyższym wykształceniem. Udział w wyborach samorządowych (dane z 2010 r.) wyniósł od 38% w Poznaniu do 56% w Sopocie. Jednym słowem, sopocianie liderami pod każdym względem!
Jeśli ktoś nie chce mieszkać w wielkim mieście, może przenieść się do powiatu warszawskiego zachodniego, lubińskiego, piaseczyńskiego lub pruszkowskiego, gdyż one również zmieściły się w pierwszej „piętnastce" miejscowości, w których warto żyć.
A jak wiedzie się ludziom na głębokiej prowincji? Z numerami 368, 369 i 370 (na 380) ulokowały się trzy powiaty: sępoleński (woj. kujawsko-pomorskie), szydłowiecki (woj. mazowieckie) i chełmiński (woj. lubelskie). Tutaj stopa bezrobocia wynosi od 25 do 30%, średnia pensja około 3000 zł brutto, zasiłki socjalne bierze od 11 do 17% mieszkańców, zaledwie połowa maluchów chodzi do przedszkola, studia ukończyło około 10% dorosłych, a do wyborów samorządowych chodzi od 42 do 60% mieszkańców (powiat szydłowiecki). Położone z dala od dużych aglomeracji miejskich najuboższe powiaty mimo pozyskiwania pomocy z zewnątrz (w tym unijnej) niewiele mają do zaoferowania mieszkańcom, zwłaszcza młodym. I powoli pustoszeją.
Demografowie przestrzegają, że chociaż wskaźnik dzietności w Polsce minimalnie się poprawił i dzieci rodzi się nieco więcej niż przed kilkoma laty, to zatrzymanie wyludniania się wielu obszarów kraju, w tym również większych miast, będzie bardzo trudne. Wskaźnik dzietności powinien wynosić 2,1 na kobietę, gdyż wtedy mówimy o zastępowaniu pokoleń. W Polsce, jak podaje GUS, wynosi on 1,45 mimo wprowadzenia rządowego Programu 500+, który miał spowodować w polskich rodzinach wzrost dzietności. Podobną wartość odnotowano ostatni raz w 1998 roku. Starzejemy się więc jako społeczeństwo w bardzo szybkim tempie, za niespełna 15 lat w 1664 gminach na 2478 co piąty mieszkaniec ukończy 65 lat. Siłą rzeczy to na samorządach w znacznym stopniu spoczywa przeciwdziałanie wyludnianiu się miast i wsi, spowodowane także migracją młodych ludzi. Przykładem jest województwo opolskie, w którym oficjalnie żyje obecnie 990 tysięcy osób. Oficjalnie, bo część od lat mieszka i pracuje za granicą (nawet 90 tys. osób), ale nadal figurują w statystykach. Do 2030 roku, według szacunków Wojewódzkiego Urzędu Statystycznego w Opolu, liczba ta spadnie o 10%! Depopulacja jest dużym problemem Opolszczyzny. W 23-tysięcznym Prudniku tyle samo mieszkańców co roku umiera, co się rodzi, do tego dochodzi migracja zarobkowa. W niektórych opolskich miasteczkach te proporcje są jeszcze bardziej zachwiane na niekorzyść młodych obywateli.
Spadek liczby ludności dotyczy tak samo opolskich miast, jak i wsi. Niektóre szacunki wskazują, że w regionie mieszka obecnie znacznie poniżej 900 tys. osób. Samorząd województwa próbuje przeciwdziałać niekorzystnym tendencjom i na ten cel wydał już jeden miliard złotych tworząc m.in. Specjalną Strefę Demograficzną czy program „Opolskie dla rodziny". Stara się rozwijać opiekę żłobkowo-przedszkolną, stymulować rynek pracy pod kątem pracy dla kobiet wychowujących dzieci, wspierać przedsiębiorczość. Wszystko to jednak za mało, młodzi ludzie wolą za robotą emigrować, jeśli nie do Niemiec czy Wielkiej Brytanii, to chociaż do Wrocławia.
Mniej rąk do pracy w regionie, to jednocześnie mniej podatków wpływających do budżetu, a więc postępujące zubożenie opolskich miast i wsi. W omawianym wcześniej rankingu powiat opolski zajął co prawda wysokie 12 miejsce, ale następny z wydawałoby się zasobnej Opolszczyzny powiat krapkowicki uplasował się dopiero na 60.!
Również w województwie łódzkim problemy demograficzne i ubożenie regionu są zaliczane przez władze samorządowe do najważniejszych i najtrudniejszych do rozwiązania. W Łódzkiem, gdzie mieszka obecnie 2,43 mln ludzi, obserwuje się od lat jeden z najintensywniejszych w kraju procesów depopulacji o trwałym charakterze. Przewiduje się, że wyludnianie się regionu będzie się pogłębiało i do 2030 roku ubędzie minimum 15 tys. stałych mieszkańców. A to oznacza, że zniknie z mapy województwa całkiem spore miasto wielkości Łęczycy. Jeśli doda się do tego niechlubne pierwsze miejsc w kraju pod względem wskaźnika zdrowotności populacji i zachorowalności na tzw. choroby cywilizacyjne oraz wysoką umieralność mieszkańców w wieku 20–60 lat, to nic dziwnego, że Łódzkie, jako kolejny region w kraju, podjął się opracowania i wdrożenia wojewódzkiego programu przeciwdziałania depopulacji, w tym poprawy jakości życia mieszkańców. Najwyższe miejsce w rankingu (46) jako pierwszy z województwa łódzkiego zajął „bogaty" powiat bełchatowski.
Niska dzietność, starzejące się społeczeństwo, wysoka migracja tak w kraju, jak i za granicę w konsekwencji powodują w Polsce jeszcze większą polaryzację dobrobytu i ubóstwa. A przeciwdziałanie temu zjawisku jest wielkim wyzwaniem nie tylko dla samorządów.
 

Grażyna Kaniewska

Gazeta Sołecka Nr 6(306), str. 3