TRAINER baner1000-x-100-mm

Oko za oko

Drukuj
Jarosław Wielechowski w dniu 1 czerwca był o włos od utraty mandatu wójta mazowieckiej gminy Sońsk, uzyskanego w ostatnich wyborach samorządowych i po raz pierwszy w swoim życiu. Gdyby bowiem w tym dniu w referendum lokalnym zwołanym przez komitet mieszkańców niezadowolonych z jego polityki podatkowej i kadrowej (pisaliśmy o konfliktach na tym tle w nr 3 z br.) wzięło udział sześćdziesięciu kilku mieszkańców więcej tj. minimum ustawowe trzy piąte liczby osób, które go niedawno temu wybrały, to wójt przepadłby. Jakie wnioski z tego poważnego ostrzeżenia wyciągnął?
Gminna opozycja twierdzi, że żadnych, bo nadal stosuje arbitralne zasady rządzenia i dzielenia. I nadal traktuje, tych którzy mają inne zdanie niż on za wrogów. A wrogów zgodnie z ta filozofią trzeba wyeliminować. - Pierwszy mu podpadłem, bo zebrałem aż 150 podpisów za zwołaniem referendum - mówi Eugeniusz Owczarczyk sołtys Gąsocina. I już w kilka dni po referendum wójt, powołując się na par. 8 statutu sołectwa Gąsocina zwrócił się do mnie na piśmie z żądaniem zwołania zebrania wiejskiego w dniu 8 czerwca tj. na niedzielę na godzinie 14 30. Pismo nie zwierało informacji jaka ma być tematyka zebrania. Ale na zebraniu okazało się, że prawdziwym jego celem było ... odwołanie mnie za to, że okazałem się niepokorny – opowiada Owczarczyk.
Frekwencja była jednak niewystarczająca dla prawomocności decyzji, jeśli byłyby podjęte. Na liście obecności podpisało się bowiem 87 osób, a zgodnie ze statutem sołectwa Gąsocina aby odwołać sołtysa kworum musiałoby wynieść 30% liczby mieszkańców uprawnionych do głosowania tj. 323 osoby. W Gąsocinie żyje bowiem 969 osób mających prawo do głosowania. Szkopuł w tym, że przepisy w statucie tego sołectwa odnoszące się do kwestii odwołania sołtysa są nazbyt ogólne i nie określają szczegółowego trybu ani nawet powodów odwołania sołtysa. Wiadomo tylko, że sołtys może być odwołany przez mieszkańców mających prawo do głosowania z inicjatywy 1/10 ich liczby albo rady gminy, nie zaś z inicjatywy wójta. Nie wynika też kto ma prowadzić zebranie, na którym ma być rozpatrywany wniosek o odwołanie sołtysa.
Jak twierdzi Eugeniusz Owczarczyk na zebranie przyszli niemal sami stronnicy wójta. Ogółu mieszkańców on sam nie zawiadomił, wiedząc, że w niedzielne południe nikt z własnej woli na zebranie nie przyjdzie. Wójt w tej sytuacji zaproponował kolejne zebranie za pół godziny, ale sołtys zamknął zebranie i wygwizdany przez stronników wójta opuścił salę. Tego samego dnia w domu sołtysa zjawił się przewodniczący rady gminy (też zdaniem Owczarczyka człowiek wójta), który przyniósł pismo podpisane przez 45 mieszkańców aby sołtys na następną niedzielę na godz. 15 zwołał kolejne zebranie ... mające go odwołać. Sołtys na to skierował pismo do rady gminy, że wniosek nie spełnia formalnych wymogów statutu sołectwa i że zwoła zebranie po ich uzupełnieniu. Na to dictum w kilka dni potem pismo do sołtysa z kolei wystosowała pani sekretarz gminy wzywając go do niezwłocznego zwołania zebrania i pouczając, że jeśli tego „obowiązku" nie uczyni to rażąco naruszy nie tylko statut, ale i ustawę o samorządzie gminnym. Sołtys odpowiedział, żeby pani sekretarz darowała sobie aroganckie uwagi o obowiązkach, bo on sołtys wykonuje je od 10 lat z powodzeniem. Ponadto pismo, które wystosowała nie posiada numeracji co je dyskwalifikuje jako dokument i nie wiadomo w czyim imieniu jest skierowane.
W końcu czerwca sam wójt w już sygnowanym piśmie powołując się na statut sołectwa zwraca się ... do sołtysa o zwołanie ponownego zebrania wiejskiego i podaje temat ... odwołania sołtysa. Sołtys w odpowiedzi powołując się na inny przepis statutu (ten mianowicie, w którym jest mowa, że sołtysa przed upływem kadencji mogą odwołać mieszkańcy z własnej inicjatywy lub na wniosek rady gminy, a nie wójta) twierdzi, że wniosek wójta jest niezgodny ze statutem. Jeśli będzie zgodny, to wtedy zebranie zwoła.
W tym samym dniu rada gminy uchwala przedłożone przez wójta zmiany do statutów wszystkich 38 sołectw w gminie Sońsk. Dają one prawo wyznaczenia przez wójta terminu ponownego zebrania wiejskiego, gdyby sołtys w terminie 7 dni nie wyznaczył tzw. drugiego terminu zebrania w przypadku braku kworum zebrania zwołanego w pierwszym terminie.
Sołtys na to zwrócił się do wojewody mazowieckiego o uchylenie uchwały w trybie nadzoru nad zgodnością z prawem, ponieważ – jak wskazuje - zmiana statutu nie została poprzedzona przeprowadzeniem konsultacji z mieszkańcami, co jest złamaniem przepisu art. 35 ustawy o samorządzie gminnym.
* * *
To co się teraz dzieje w Gąsocinie to dowód na to, że dobry statut sołectwa stoi na straży demokracji, a wadliwy lub wręcz niezgodny z ustawami nie tylko nie spełnia takiego zadania, ale sam jest powodem zamieszania, sprzyja naruszania prawa i łamania zasad państwa prawa oraz kosztownego marnotrawienia energii społecznej. Po pierwsze akt prawa miejscowego jakim jest statut sołectwa powinien być ważny. Kiedy nim jest? Kiedy spełnia co najmniej te wszystkie wymogi, które wymienione są enumeratywnie w par. 35 ustawy o samorządzie gminnym. Władze gminy i mieszkańcy powinni sobie więc odpowiedzieć na pytanie czy statuty wszystkich 38 sołectw w gminie Sońsk spełniają są ważne.
Uchwalenie statutu sołectwa i każda jego zmiana zgodnie z tymże par. 35 musi być poprzedzona ważnymi konsultacjami z mieszkańcami (ważnymi a nie pozornymi, bo takie sąd administracyjny może unieważnić). Szkopuł w tym, że zgodnie z moim rozeznaniem rada gminy Sońsk nigdy nie uchwaliła nie tylko zasad, ale nawet trybu takich konsultacji. Nie przeprowadzenie konsultacji w przypadku skargi do sądu skutkuje unieważnieniem uchwały wprowadzającej zmiany w statucie. Poza tym statut powinien określać przede wszystkim powód odwołania sołtysa i nie tylko ogólne zasady, ale i szczegółowo tryb odwołania. Przy tym tryb zebrania odwołującego powinien określać kto takie zebranie może zwołać i kto ma je przeprowadzić. Rzecz jasna nie powinien to być odwoływany sołtys. Aby jednak do tego dojść władze gminy Sońsk musza wiele zmienić u siebie: nie tylko prawo, ale pozaprawne metody traktowania społeczności lokalnych.

J. Iwanicka