gits2
Ostatnie dni naboru do ogólnopolskiej akcji Masz Głos

Ostatnie dni naboru do ogólnopolskiej akcji Masz Głos

Uczestniczki i uczestnicy akcji prowadzą działania, które zmieniają ich otoczenie – organizują miejsca spotkań, nadają ulicom nazwy, wprowadzają...

"Poradnik radnego i sołtysa"

– doskonały  prezent na Dzień Sołtysa Możesz zamówić pod tym adresem : zamówienie

Uwaga! Zmiana adresu redakcji!

Uwaga! Zmiana adresu redakcji!

Nowy adres:„Gazeta Sołecka”ul. Puławska 3 lok. 2,  02-515 Warszawa

  • Ostatnie dni naboru do ogólnopolskiej akcji Masz Głos

    Ostatnie dni naboru do ogólnopolskiej...

  • "Poradnik radnego i sołtysa"

  • Uwaga! Zmiana adresu redakcji!

    Uwaga! Zmiana adresu redakcji!

10 17

STYLBET reklama maa
baner int 450-x-100px internetowy

reutter

 

akte2

Zamiast nagrody kara

2017 1

Tadeusz Karpowicz, sołtys Grabówki w gminie Supraśl na Podlasiu, przez trzydzieści trzy lata, odkąd sprowadził się do tej wsi, był jej liderem. Z jego aktywności, społecznikowskiej pasji i zaangażowania skorzystali także mieszkańcy pobliskich sołectw w Zaściankach, Sobolewie, Sowlanach i Henrykowie. Teraz zamierza przejść na emeryturę. Ale nie doczekał się nagrody, żadnego medalu, orderu, czy choćby podziękowania od lokalnych władz, lecz kary. To co zrobił sąd uznał za złamanie prawa i ukarał sołtysa Grabówki 600-złotową grzywną. I jeszcze dorzucił 60 złotych kosztów postępowania sądowego.

Zaczęło się od telefonizacji
Przez dwadzieścia parę lat Tadeusz Karpowicz mieszkał w Narwi, miejscowości otoczonej przez Puszczę Białowieską, niedaleko granicy z Białorusią. W 1977 roku sprowadził się do Grabówki, niewielkiej wtedy wsi, choć położonej blisko miasta wojewódzkiego, Białegostoku, bardzo zapóźnionej w rozwoju cywilizacyjnym. We wsi diabeł wcześnie mówił dobranoc. W domach poza telewizorem nie było nic, ani wodociągu, ani kanalizacji, nie mówiąc już o telefonach. Słabe były drogi. Słowem Polska nie B, lecz C, a może jeszcze gorzej. O prawdziwym samorządzie nikt już nie pamiętał, choć przed wojną pobliskie Zaścianki były siedzibą gromady. Był głęboki PRL, ale ówczesne władze pozwalały mieszkańcom w sposób ograniczony i reglamentowany działać społecznie. Popularne były czyny społeczne. A poza istniejącymi komitetami partyjnymi – można było zakładać społeczne komitety budowy czy to  wodociągów, czy to dróg, a nawet sieci gazowej i telefonicznej. W trakcie kilku spotkań mieszkańców zorganizowanych po mszach świętych w końcu uradzono, że we wsi najpilniejszą potrzebą są telefony. Bo to ułatwia życie gdy ktoś zachoruje, albo gdy weterynarza trzeba na gwałt sprowadzić lub załatwić inną urzędową sprawę bez wyjazdu do innej miejscowości. Słowem uznali, że telefon przybliży ich do świata. Wtedy właśnie Tadeusz Karpowicz z Grabówki został przewodniczącym społecznego komitetu telefonizacji wsi. Ludzie zebrali pieniądze. Dużo jak na tamte czasy. Wystarczyło ich na położenie 100 kilometrów kabla. Wskaźnik telefonizacji w Grabówce był na niespotykanym w Polsce poziomie – 104 %. Niektórzy mieli nawet po dwa numery. Kabla wystarczyło na podłączenie wielu domów także w sąsiednich wsiach, zwłaszcza Zaściankach, Sobolewie a także – choć mniejszej liczby – w Henrykowie. W sumie oddano do użytku 400 numerów telefonicznych. Później podobny komitet telefonizacji pod przewodnictwem sołtyski Lucyny Sawickiej powstał w Sobolewie.
Na wsi i w mniejszych miejscowościach ludzie najszybciej potrafią ocenić człowieka. Odróżnić plewy od ziarna. Potrafią także docenić prawdziwe zaangażowanie i społeczną pasję. Po sukcesie społecznego komitetu budowy sieci telefonicznej Tadeusz Karpowicz został wybrany na sołtysa Grabówki. I pełni tę funkcję już dwadzieścia dwa lata. Szmat czasu. Mimo zmiany pokoleniowej wciąż cieszy się uznaniem i autorytetem wśród lokalnej społeczności. W 1998 roku otrzymał od wyborców mandat radnego w miejsko-wiejskiej gminie Supraśl, składającej się z 17 sołectw.
Potem była kaplica
Wtedy też wszedł w skład zarządu gminy. I po raz pierwszy zetknął się z wymiarem sprawiedliwości nowej, demokratycznej Polski. Prokuratura zarzuciła Karpowiczowi sfałszowanie uchwał rady o przesunięciu środków finansowych na budowę ogrodzenia wokół szkoły w Sobolewie. Była to dziwna sytuacja, bo prokuratura najpierw umorzyła śledztwo nie doszukując się przestępstwa, a cztery miesiące później – 4 grudnia 2002 roku postępowanie wznowiła. Wróble na dachu ćwierkały, a podobno słyszeli to sądowi ławnicy, że prokurator dostał jakieś polecenie w tej sprawie z tzw. „góry”. Historia ta miała jednak dla radnego Karpowicza szczęśliwy epilog, bo sąd drugiej instancji sprawę umorzył,  nie dopatrując się naruszenia prawa.
Lata 1998–2002, gdy sołtys Karpowicz zasiadał w radzie i zarządzie gminy, były świetne dla Grabówki i bliskich jej wsi. Po doprowadzeniu do osiedli gazu, wody, wybudowaniu kanalizacji tereny zaczęły się szybko rozwijać. Dobrze rozwinięta infrastruktura, bliskość Białegostoku, relatywnie tanie działki: wszystko to spowodowało, że ludzie chętnie tutaj zaczęli budować domy i na stałe wiązać swoją przyszłość  z Grabówką.
Wtedy ksiądz Wojciech Pełkowski pierwszy raz podniósł sprawę przywrócenia do życia gminy. Istniała ona przed wojną, potem była gromada z siedzibą w Zaściankach. W jej granicach znajdowała się wieś Grabówka. I tak było do 1976 roku, kiedy peerelowskie władze podjęły decyzję o likwidacji gminy w Zaściankach. Chmury nad miejscowym samorządem zaczęły się zbierać już na początku lat 70. ub. wieku. Nowa ekipa rządowa zmieniona po wydarzeniach w 1970 –71 roku owszem głosiła bardziej liberalną politykę, gadała o demokracji, wprawdzie socjalistycznej, ale z faktycznymi działaniami administracji państwowej niewiele było wspólnego. Nadal głównym wrogiem ustroju był Kościół. Najbardziej na własnej skórze odczuli to mieszkańcy gminy w Zaściankach. Miejscowy duszpasterz ksiądz Zabielski postanowił wybudować kościół, żeby miejscowi nie musieli jechać kilometrami do najbliższej świątyni na mszę, a młodzi by się pobrać. Ksiądz był realistą i dobrze wiedział, że zdobycie zgody na budowę kościoła nie jest możliwe. Znał zbyt wiele takich przypadków z Podlasia od swoich kolegów – księży, którzy postanowili iść drogą legalną. Chciał władze przechytrzyć. Zgłosił więc budowę w Sobolewie kaplicy, a ponadto kilku budynków gospodarczych, między innymi stolarni, która de facto miała być domem oazowym. Władze zorientowawszy się na czym polega fortel najpierw zaczęły go szantażować, więc przestał się angażować w akcję przywrócenia miejscowości statusu gminy, a w końcu księdza aresztowano. Było to w grudniu 1973 roku. Ale to nie wszystko. Zrobiono z niego psychicznie chorego i umieszczono w „wariatkowie”. Po „terapii” wsadzono go po prostu do więzienia. Po wywłaszczeniu cały majątek – nieruchomość, budynki przekazano na skarb państwa. Z kaplicy, która tak naprawę była kościołem zrobiono dom kultury, a w domu oazowym  przychodnię lekarską i mieszkania dla lekarzy. Historia z budową kościoła i domem spotkań młodzieży była jednym z głównych powodów likwidacji gminy w Zaściankach w 1976 roku. To były trudne lata dla mieszkańców gminy, bo na ich oczach rozgrywała się walka socjalistycznej władzy z Kościołem i była ważną lekcją wychowania obywatelskiego. Byli świadkami utarczek, doświadczyli presji, straszenia represjami, ale nikt nie był ciągany po sądach.
Zadośćuczynienie nastąpiło w 1990 roku. W innym miejscu został wybudowany nowy kościół a także dom parafialny, a ksiądz jako rekompensatę za zakupione materiały budowlane otrzymał tam mieszkanie. Sołtys Karpowicz podjął inicjatywę wykupienia od księdza w imieniu gminy części nieruchomości. Teraz mieści się tam świetlica dla dzieci.
Odkurzona inicjatywa
Po wielu latach, już w nowym ustroju, inicjatywę odrodzenia gminy księdza Wojciecha Pełkowskiego odkurzył sołtys Karpowicz. Wciąż myśleli o tym mieszkańcy kilku wsi. Sprawę wziął w swoje ręce sołtys Karpowicz. Już w 1999 roku zaczął szukać poparcia poza gminą. Zwrócił się do wicepremiera, ministra spraw wewnętrznych i administracji Janusza Tomaszewskiego o wytyczne, co trzeba zrobić, żeby przywrócić gminę. Po otrzymaniu warunków nawiązał kontakty z podlaskimi posłami. Obiecywali poparcie. W 2001 roku Karpowicz powołał Grupę Inicjatywną do Powołania Gminy z sołectw przylegających do wsi Grabówka. Zaczynem była ankieta przeprowadzona wśród mieszkańców sołectw, które niegdyś tworzyły gminę Zaścianki. Spośród 1541 dorosłych osób, które wzięły udział w ankiecie, 1305 opowiedziało się za oderwaniem się od Supraśla, przeciw było 215, a 21 nie zajęło żadnego stanowiska. Mieszkańcy miasta Supraśl zignorowali ankietę. W konsultacjach uczestniczyło zaledwie 55 osób na 3509 uprawnionych. Jedna osoba zgadzała się na separację.
Zwolennicy odłączenia się od Supraśla zaczęli gromadzić wszystkie potrzebne dokumenty: projekt budżetu, źródła dochodów, wydatki, koncepcję rozwoju gminy, wykaz gruntów, granice. Uzbierały się tego dwa segregatory. Cała procedura była zgodna z literą prawa. W końcu złożyli u wojewody wniosek o utworzenie nowej gminy. Ten był przeciwny i w uzasadnieniu do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji stwierdził, że bardziej racjonalne i mniej kosztowne będzie podjęcie dialogu społecznego. Zalecił też ponowne konsultacje. Sprawa znalazła się nawet w sądzie, który ją umorzył. Konflikt trafił pod obrady rady gminy. Większość radnych opowiedziała się przeciw podziałowi gminy. Z obrotu sprawy cieszył się burmistrz Radosław Dobrowolski. Nie jest tajemnicą, że Supraśl miał inne interesy niż sołectwa. Miasto potrzebowało środków na własne inwestycje. Kosztem sołectw.
Jednak Grupa Inicjatywna nie odpuściła zamiaru utworzenia swojej gminy. Separatyści czekali na stosowną chwilę, co roku aktualizując wniosek. W 2014 roku dostali sygnał, że nowa ekipa w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji inaczej patrzy na zaległe wnioski dotyczące podziałów gmin lub ich scalania. Złożyli kilka wizyt w Warszawie. Przychylnym okiem na Podlasiaków spojrzał wiceminister Marek Wójcik. Uznał, że mają prawo utworzyć wspólnotę i niesie to ze sobą mniejsze koszty niż awantury i pretensje, które osłabiają przedsiębiorczość i inicjatywy obywatelskie. 28 lipca 2015 roku Rada Ministrów wydała rozporządzenie o podziale gminy miejsko-wiejskiej w Supraślu i utworzeniu z dniem 1 stycznia 2016 roku gminy Grabówka. „Buntownicy” byli przygotowani w stu procentach na obsługę obywateli. Była już uchwała o podziale majątku gminy, został powołany pełnomocnik do spraw podziału gminy, był odnowiony budynek, w którym miała być siedziba władz, zamówiono meble, urzędnicy czekali na obsługę mieszkańców. Tablica informowała o gminie Grabówka z siedzibą  w Sobolewie. Z takiego obrotu sprawy nie krył niezadowolenia burmistrz Supraśla Radosław Dobrowolski, związany z PiS-em. Podczas obchodów święta Wojska Polskiego 15 sierpnia powiedział publicznie, że przeciwnicy separacji przegrali bitwę, ale nie wojnę. 27 października wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński powiedział w białostockiej telewizji, że ministerstwo będzie weryfikować decyzje Rady Ministrów kierowanej przez premier Ewę Kopacz. Miesiąc później w ministerstwie w Warszawie odbyło się spotkanie z udziałem burmistrza Dobrowolskiego, sekretarza i jednego z pracowników gminy Supraśl.
Rondo jak kaplica
3 grudnia separatyści dowiedzieli się, że w MSWiA jest przygotowywany projekt rozporządzenia o cofnięciu zgody na utworzenie gminy Grabówka, a mieszkańcy pięciu sołectw wyszli na skrzyżowanie dróg manifestując swoje niezadowolenie z planów rządu. Demonstranci żądali uchylenia przygotowywanego rozporządzenia. Sołtys Tadeusz Karpowicz przewodniczył zgromadzeniu, zaś jego organizatorem był Jerzy Kubiak. Na manifestację mieli zgodę gminy. Przez miesiąc dwie godziny dziennie, od czternastej do szesnastej, blokowali skrzyżowanie, przepuszczając co jakiś czas pojazdy. Każdego dnia, poza niedzielami, w manifestacji uczestniczyło 100–150 osób. Chcieli, żeby cała Polska wiedziała o ich walce o gminę. Jednocześnie pisali listy, petycje, ale nie otrzymali żadnej odpowiedzi. Zorganizowali nawet manifestację pod siedzibą rządu. Prosili o spotkanie z ministrem Błaszczakiem. Nikt nie wyraził chęci rozmowy z nimi. A w tym czasie mieszkańcy kilku sołectw maszerowali dookoła skrzyżowania. Nie było żadnych ekscesów – tak oceniali policjanci z powiatu i województwa strzegący manifestacji.
28 grudnia 2015 r. rozporządzenie poprzedniego rządu o powołaniu gminy Grabówka zostało anulowane.
Kilka tygodni później obaj organizatorzy pikiety otrzymali wezwania na komendę miejską policji w Supraślu. Na przesłuchanie. Potem była sprawa w sądzie rejonowym, który ukarał sołtysa Karpowicza grzywną w wysokości 600 zł oraz 60 zł kosztów postępowania za to, że „8 grudnia 2015 r. o godzinie 15.00 będąc organizatorem planowanego zgromadzenia publicznego umyślnie nie podjął środków niezbędnych do zapewnienia zgodnego z przepisami prawa przebiegu zgromadzenia”. Natomiast Kubiaka dodatkowo oskarżono o to, że „12 grudnia 2015 roku zorganizował zgromadzenie publiczne nie zawiadamiając organów gminy o jego organizacji”. Obaj skazani odwołali się od tego orzeczenia sądu I instancji.
W grudniu 2016 roku odbyła się przed sądem rejonowym w Białymstoku druga rozprawa. Poszkodowani odrzucili zarzuty i podkreślają, że wszystko było zgodne z literą prawa. Sołtys Karpowicz jest przekonany, że stał się ofiarą nagonki. Dlaczego tak uważa? Podczas pikiety przyjechał z Białegostoku policjant i kazał się rozejść, bo dostał telefon „z góry”. W trakcie rozprawy sąd nie zdołał ustalić, kto dzwonił do policjanta i co kazał mu zrobić. A policjanci, którzy nadzorowali pikietę zeznali, że nic już nie pamiętają. Z odsłuchanych nagrań wynikało, że manifestanci przepuszczali samochody i zachowywali się – jak wyraził się jeden z policjantów na nagraniu – jak cywilizowani ludzie. Z nagrania wynikało też, że protestem interesuje się komenda główna policji a wojewoda podlaski pojechał w tej sprawie do Warszawy. Na rozprawie sołtys Karpowicz chciał dołączyć kolejne nagrania, jednak okazało się, że zostały już zniszczone. Sąd odroczył wydanie wyroku do 12 stycznia 2017 r.
O co chodzi sołtysowi Karpowiczowi ?
Sołtys Karpowicz od lat walczy o przywrócenie Grabówce statusu gminy. Nie tylko ze względu na sentyment i pamięć krzywdy zrobionej lokalnej społeczności w latach PRL z zemsty za poparcie przy budowie kościoła. Przede wszystkim mieszkańcy kilku sołectw nie zgadzają się na dotychczasowy podział środków z budżetu gminy. Do kasy miejsko-gminnej z pięciu buntujących się sołectw wpływa 70% podatków. A w tych wsiach nic się nie dzieje. Ulice są dziurawe, chodniki krzywe, walają się śmieci, mieszkańcy płacą dużo za wodę i ścieki. Zero jakichkolwiek nowych inwestycji. Zaniedbania pogłębiają się z roku na rok. Na posiedzeniach rady projekty budowy infrastruktury w tych sołectwach są odrzucane przez radnych z miasta. Jasne jest, że Supraśl ma inne interesy niż tereny wiejskie. Wspierający sołtysa Karpowicza uważali, że powstanie własnej gminy to szansa na poprawę standardu ich życia. Byli pewni, że gorzej już być nie może. Byli pewni, że sami lepiej będą zarządzali  gminnymi pieniędzmi.
Więziom społecznym nie sprzyjał też burmistrz Supraśla Radosław Dobrowolski. Przed ostatnimi wyborami samorządowymi między nim a sołtysem Karpowiczem doszło do spięcia. Burmistrz oskarżył sołtysa, że ten złamał prawo pisząc przed wyborami ulotkę do mieszkańców, w której zamieścił informację kto sprzyja którym politykom. Burmistrz zawiadomił o tym prokuratora oskarżając go o przekroczenie uprawnień. Jednak prokuratura umorzyła postępowanie. Teraz burmistrz – niektórzy uważają, że w akcie zemsty – pozbawił sołtysów pobierania podatków. Twierdzi, że chce zaoszczędzić na prowizji.
*
Sołtys Karpowicz mówi Gazecie Sołeckiej, że gdy patrzy za siebie to jest usatysfakcjonowany tym co zrobił dla swojej i kilku okolicznych wsi. Ale kiedy siedzi w sądzie na rozprawie fałszywie oskarżany, gdy boi się o najbliższych, gdy ludzie mu sprzyjający obawiają się o pracę, to myśli, że nie sądził, że doczeka takich czasów. I czeka na orzeczenie rejonowego sądu.

Zdzisław Iwanicki
Fot. R. Sakowski
Gazeta Sołecka, nr 1(289), str. 30-31
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7