mntr2017
Zbieramy podpisy

Zbieramy podpisy

  Zachęcamy sołtysów do zbierania wśród mieszkańców sołectw podpisów pod projektem ustawy dającej sołectwom i sołtysom więcej praw. Wszyscy...

Sezon inwestycji drogowych rozpoczęty

Sezon inwestycji drogowych rozpoczęty

Dzięki dofinansowaniu ze źródeł zewnętrznych, spoza gminnych budżetów, mieszkańcy wielu gmin w Polsce będą mogli poruszać się lepszymi...

Laureaci Konkursu „Sołtys Roku 2017”

Laureaci Konkursu „Sołtys Roku 2017”

Znamy już laureatów 16. edycji ogólnopolskiego Konkursu „Sołtys Roku”. Kapituła Konkursu pod przewodnictwem redaktor naczelnej „Gazety...

  • Zbieramy podpisy

    Zbieramy podpisy

  • Sezon inwestycji drogowych rozpoczęty

    Sezon inwestycji drogowych rozpoczęty

  • Laureaci Konkursu „Sołtys Roku 2017”

    Laureaci Konkursu „Sołtys Roku 2017”

list 2018

baner int 450-x-100px internetowy

superdeoa

akte2

Wołanie do płota

Tańszy telefon, szybszy internet

We wrześniu pan z firmy telekomunikacyjnej, z którą dawno temu podpisałem umowę „na telefon i internet”, zatelefonował z pytaniem czy chcę ją przedłużyć, bo się kończy. Zdziwiłem się: do tej pory nikt tak się ze mną nie cackał. Pierwsza umowa dawno się skończyła, ale choć była zawarta tylko na 4 lata, to dalej przychodziły rachunki i to słone. Ceny za „pakiety” wypisane na odwrocie rachunku były nie zmienianie od lat i dwa razy wyższe niż nowe, dużo lepsze oferty, które teraz „moja firma” reklamowała w telewizji.

 

Według starej umowy internet miał mieć szybkość 2 Mb, ale wątpię czy miał. A reklamy firmy w telewizji obiecywały 10 Mb. Dotąd nie byłem informowany, że kończył się kolejny termin i umowa automatycznie się odnawiała na starych, niekorzystnych dla mnie, warunkach. Wiedziałem o tym i nawet się przymierzałem, żeby ją wypowiedzieć, ale wciąż zapominałem to zrobić z odpowiednim wyprzedzeniem przed terminem zakończenia. Dalej więc płaciłem słono.

Szczerze mówiąc, byłem zaskoczony, nawet zbity z tropu, ale przez głowę przemknęła myśl, że jak powiem „tak” to będzie oznaczało, że znów podpisuję na siebie cyrograf. Powiedziałem więc „nie”. Pan zapytał dlaczego, więc mu powiedziałem zgodnie z prawdą, że internet jest za wolny, a rachunki za wysokie.

Następnego dnia zatelefonował ktoś inny z „mojej firmy” z tą samą propozycją. Odmówiłem, ale dotarło do mnie, że muszę natychmiast wypowiedzieć umowę na piśmie, żeby nie wpaść w kolejny automatycznie przedłużony „okres umowny”. Jeśli tego nie zrobię, to w razie czego nie będę miał dowodów, że powiedziałem „nie”. Dla pewności dwuzdaniowe wypowiedzenie wysłałem na adres zarządu firmy listem poleconym. Następnego dnia na komórkę dostałem esemes, że 17 października umowa zgodnie z życzeniem zostanie rozwiązana, więc w tym dniu telefon i internet zostaną mi wyłączone. Poczułem się lekko nieswojo i w głowie zaświtała myśl: a może na kilka miesięcy zostanę bez łączności telefonicznej i bez internetu, jeśli do tego czasu nie zdążę podpisać umowy z innym operatorem? Zacząłem przeglądać oferty różnych firm, ale nic nie wybrałem, a po kilku dniach, prawdę mówiąc, zapomniałem o sprawie. Po 2 tygodniach zatelefonowała pani z „mojej firmy” telekomunikacyjnej z propozycją zawarcia umowy. Była elastyczna, dopasowała dla mnie nową taryfę, obniżyła do złotówki płatność za pierwszy miesiąc, dała dwukrotnie wyższy limit rozmów z Polską, Kanadą i USA. A rachunek mam płacić o połowę mniejszy, pod warunkiem, rzecz jasna, że tego limitu nie przekroczę. Ale i przedtem nigdy nie przekraczałem.

Pomyślałem: ho, ho, ale się poprawiają! I wtedy wpadła mi w ręce gazeta, w której wyczytałem, że zostały znowelizowane nasze krajowe przepisy, żeby firmy telekomunikacyjne nie narzucały niekorzystnych warunków klientom. Bo dyrektywa unijna do tego zobowiązuje polskie władze jako członka UE.

Zyskałem na tym miesięcznie osiemdziesiąt kilka złotych oszczędności; rocznie ponad tysiąc złotych.

 

kargul

Gazeta Sołecka, Nr. 10(250), str. 2